piątek, 25 sierpnia 2017

Kurczak z mlekiem Kokosowym i mango :) raj dla podniebienia :)

Jak każda kobieta ja również cały czas eksperymentuje z dietą, z nowymi pprzepisami, ciągle z nowymi książkami, z których zawsze się czegoś nowego dowiaduje :) Ale tym razem tylko przepis :) Pyszny, aromatyczny, prosty w przygotowaniu prosto z książki Ani Starmach "Lekkość" Kurczak z mango i mlekiem kokosowym :)
 

200g piersi z kurczaka
100g mango
100 ml mleka kokosowego light
100g dzikiego ryżu ja dałam basmarti
1/2 papryczki chili
2 cm korzenia imbiru
1 łyżeczka ziaren kolendry
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
1/2 łyżeczki ziaren gorczycy
1 limonka
2 łyżki świeżej kolendry
szczypta kuminu
szczypta kurkumy
2 łyżki oliwy z oliwek

Ryż gotujemy, mięso kroimy w cienkie paseczki. Wyciskamy sok z limonki do moździerza, do tego dodajemy kurkumę, paprykę slodką, chili, imbir, kumin, gorczycę, wszystko razem ucieramy. Powstałą pastę podsmażamy na oliwie, po chwili dodajemy kurczaka, gdy mięso zacznie zmieniać kolor wlewamy mleko kokosowe. Mango kroimy w kostkę, dodajemy do kurczaka, gotujemy ok. 10 min. Podajemy z ryżem i posiekaną kolendrą :) Smacznego :)




Żeby wszystkie przepisy z książek o zdrowym odżywianiu i dietach były tak pyszne i aromatyczne to byłabym w siódmym niebie :)  Ja oczywiście dalej będę próbować i mam nadzieje, że częsciej będę tu zaglądać i wstawiac jakieś pyszności :)


Jak do tej pory najskuteczniejsza z moich diet to dieta, w której pani doktor kazała zrezygnować mi całkowicie z cukru, gdyż okazało się, że mam w organiźmie żyjątko, które bardzo lubi cukier i jak kazała tak zrobiłam. 3miesiące całkowicie bez cukru, patrzyłam na każde opakowanie, okazalo się, że cukier jest nawet w wędlinach ! Także samo z siebie wyszło, że schudłam 5kg i dalej do poprzedniej wagi nie wróciłam więc jest dobrze :)

czwartek, 31 marca 2016

Dieta bez pszenicy.


             W weekend wpadła mi w ręcę książka Williama Davisa o życiu bez pszenicy. Już od jakiegoś czasu zewsząd dochodzą informacje o pszenicy, a raczej o jej szkodliwym wpływie na organizm człowieka. Dr Williams dowodzi szkodliwości współczesnej pszenicy, przekonuje, że nie jest ona już tym samym zbożem, które dawało kiedyś zdrowy chleb powszedni, a jego genetycznie zmodyfikowaną odmianą. Na podstawie wielu badań, obserwacjii historii tysięcy pacjentów, którym pomógł, opisuje zwiazek pszenicy z otyłością, celiakią, cukrzycą, zespołem jelita drażliwego, chorobami serca, skóry, poważnymi problemami neurologicznymi, chorobami stawów, a także wielu innym. W przystepny i ciekawy sposób wyjasnia jak współczesny człowiek uzależnił się od pszenicy, która obecie jestv w większości produuktów przetworzonych. Przedstawia także argumenty za jej wyeliminowaniem oraz pokazuje jak to zrobić. Nie dla wszystkich będzie to łatwe, ale na pewno będzie warte efektów. Ja po lekturze książki jestem pełna motywacji do rezygnacji z pszenicy w każdej formie, Zdaje sobie sprawę z tego że nie będzie to latwe, trzeba zmienic wszystkie nawyki, a moje ulubione makarony w każdej formie trzeba będzie odstawić. Jednakże czego się nie robi dla zdrowia.  Próbujemy pozbyć się pszennego brzucha! A książka jest naprawdę warta przeczytania. :)





poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Dolina Marzeń .. :)

„Góry pozwalają doświadczyć trudu wspinaczki, strome podejścia kształtują charakter, a kontakt z przyrodą daje pogodę ducha.” 


Jesienią 2014 ponownie wybraliśmy się w Tatry! Tym razem wszystko miałam zaplanowane od pierwszego do ostatniego dnia :) ale jak wiadomo, jeżeli sie coś zaplanuje to zazwyczaj coś staje na przeszkodzie aby planów w pełni nie zrealizować ;) W planach był spływ Dunajcem, Dolina Pięciu Stawów oraz wejście na Kasprowy :)

Pierwszy dzień to jak zawsze Gubałówka na rozruszanie kości i pyszna szarlotka z lodami i kawą w jednej z restauracji! :) 

Drugiego dnia wybraliśmy się na spływ Dunajcem. Było uroczo, płynęliśmy do Szczawnicy gdzie zjedliśmy pyszny obiad i droga powrotna okazała się dość długa :D szliśmy szlakiem ze Szczawnicy w kierunku naszego samochodu, czyli w kierunku z którego zaczęliśmy spływ, jakieś 15 - 18 km ;) idealne żeby spalić obfity obiad ;) po drodze oczywiście zaskoczył nas deszcz :) dobrze, że szlak jest zadrzewiony ;)






Zobaczyłam Trzy Korony i już wiedziałam, że w najbliższym czasie tam wejdziemy! :)

Kolejny dzień to odpoczynek przed Doliną Pięciu Stawów. Spacer to Krupówkach, obiad, piwko, jednym słowem całkowite lenistwo, błogostan :)

Z samego rana, zaraz po śniadaniu wybraliśmy sięw miejsce o którym myślałam już od dłuższego czasu! Zastanawiałam się jak tam jest, jaki jest szlak, czy będzie ciężko dojść? I ku mojemu zaskoczeniu początek szlaku był zaskakująco prosty, piękny , najpierw asfalt, później wkraczamy w las. Pięknie! 







 Po drodze przepiękne widoki! Cięższe wejście tylko pod sam koniec przy wodospadzie, który notabene jest przepiękny, magiczny!  
W schronisku musieliśmy się posilić czymś gorącym bo zrobiło się chłodnawo. 

Kolejny dzień mieliśmy przeznaczyć żeby wejść na Kasprowy jednakże moje nogi odmówiły posłuszeństwa, więc skończyło się w małej knajpce pod szlakiem na Kasprowy ;)


Wyjazd uważam za bardzo udany :) 2 zadanie z 3 zaliczone! Kasprowy innym razem tam i tak jest za dużo turystów ;) 



wtorek, 4 sierpnia 2015

Zimowe Zakopane :)

Kolejny wypad w Góry był szybki - 3 dniowy :) Był koniec Marca a śniegu dosypało po pachy!
Piękne, malownicze widoki, majestat gór widoczny jeszcze lepiej niż jesienią. Mroźne powietrze szczypiące w policzki , śnieg - wszędzie śnieg.

Zaliczyliśmy tylko Dolinę Chochołowską i oczywiście Gubałówkę.





Pięknie biało wszędzie, oszronione drzewa, biegacze :) Super. Rześkie, górskie powietrze czyni cuda.
Jednakże jeszcze za mało w nas doświadczenia żeby zimą zdobywać szczyty Gór. Ale i na to przyjdzie czas! Powoli do przodu. 


"Duszą w górach zbłądziłam, bo chciałam"

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Zaczęło się niewinnie w 2012...

Planując urlop w 2012 nie sądziliśmy, że tylko tam będziemy chcieli wracać! POLSKIE GÓRY! To jest TO! Nie mazury, nie morze, nie słoneczna Chorwacja, ale nasze polskie Góry. Piękne, groźne, tak bliskie i tak dalekie. W górach można się wyciszyć jak nigdzie, naładować baterie, pozytywnie zmęczyć! :-)

Zaczęło się standardowo od Gubałówki :-D

Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że właśnie zakochujemy się w górach. Pierwsze szybsze bicie serca, pierwsze piękne widoki, pierwsze piwo i kwaśnica z górskim widokiem w tle!







Kolejnym naszym przystankiem było Morskie Oko! Tak kolejna oblegana przez turystów trasa. Ale za to po dotarciu na miejsce nawet nie przeszkadza ilość osób, która się tam znajduje. Piękne schronisko, piękne widoki, czyściutka woda, czyste powietrze, po prostu idealnie!
Najlepsza kwaśnica jaką w życiu jadłam jest w schronisku Nad MOkiem! I choćby tylko dla niej warto tam iść!
Jedynym dość dużym minusem są wyczerpane konie na drodze do MOka.. to straszne ilu ludzi woli zapłacić i męczyć te biedne zwierzęta niż przejść te kilka kilometrów... W końcu w góry jedziemy po to żeby aktywnie wypocząć.






A po drodze takie widoki! Cudne! Ten szlak może pokonać każdy! :-)


Podczas tego wyjazdu odwiedziliśmy również Dolinę Kościeliską. Piękną, spokojną, idealną na niemęczący spacer z górskim powietrzem.




 Po drodze można zwiedzić 3 Jaskinie, jednakże dla zwykłych turystów otarta jest tylko jedna, do dwóch kolejnych trzeba już mieć konkretne wyposażenie żeby wejść. Wiadomo mokro, ślisko, dość ciemno.
A dolina piękna, piękna! A konie, które po niej jeżdżą wożą tylko po dwie osoby w uroczych bryczkach.

Każdemu polecam!






sobota, 21 marca 2015

Kolejny początek...




Przyszła wiosna :-) rano stanęłam na wagę i już nie jest tak kolorowo jak za oknem... trzeba się wziąć za siebie! Tylko, że tym razem intensywniej i bez wymówek! Z nową motywacją, którą tym razem dostarcza mi Natalia Gacka, którą odkryłam dziś rano przeszukując YT w celu znalezienia ćwiczeń z gumą :-) gdyż taką zakupiłam :-) zakupiłam też hulahop ale jakoś obie te rzeczy leżały i kurzyły się od paru miesięcy, ale dziś doszło do przełomu w mojej głowie! Powiedziałam sobie, że to moje zmęczenie nie bierze się znikąd! To zdecydowanie brak ruchu! Co z tego, że staram się codziennie spacerować, przydałoby się jeszcze coś. Myślałam o siłowni, ale... no właśnie te wszystkie maszyny mnie przerażają, wszystko przyjdzie z czasem, na razie będę próbować w domu oraz na rowerze! Mam tu piękne tereny do jazdy na rowerze :-) tak, tak! zaczynamy ! 

                                




Moje wymiary na początek:

biodra 105 cm!
talia 75 cm!
brzuch (na wysokości pępka) 91 cm! 
waga 74 kg!
wzrost 169 cm

Mój plan na początek jest taki:
 - 5 kg
- 5 cm brzucha
a reszta się sama unormuje! :) :)  




wtorek, 3 czerwca 2014

Makaron z zieloną soczewicą :)

Przed wypróbowaniem przepisów z książki, postanowiłam, że poszukam w Internecie dań wegetariańskich i oto efekt, który na pewno się nie nadaje do pokazania na zdjęciu, jednkaże jest bardzo dobry, zdrowy i sycący:) 


  • 150 g zielonej soczewicy,
  • 230 g makaronu (penne lub świderki),
  • 250 g koncentratu pomidorowego (z kartonika, 99,5 % pomidorów),
  • 1 cebula,
  • 3 ząbki czosnku,
  • 1 łyżeczka cukru,
  • olej (około łyżki),
  • sól, pieprz,
  • oregano, papryka ostra.

Soczewicę moczymy w chłodnej wodzie (przynajmniej 1 godzinę, można dłużej). Gotujemy w osolonej wodzie. Osobno gotujemy makaron. Cebulę i czosnek siekamy, podsmażamy na patelni na złoty kolor.
Do większego naczynia przesypujemy cebulę wraz z czosnkiem, dodajemy koncentrat pomidorowy i soczewicę, ugotowany makaron. Jeśli koncentrat jest zbyt gęsty, należy dodać ok. 0,5 szklanki przegotowanej wody. Doprawiamy łyżeczką cukru (b. ważne!), łyżeczką papryki ostrej oraz pieprzem, solą i oregano według uznania. Dokładnie mieszamy.